No i po 2 dniach kręcenia się po Krakowie, o czym może też wam napiszę, nadszedł w końcu wielki dzień, rozpoczyna się konferencja. Jeszcze tylko śniadanie w hotelu, 10 min spacerkiem do Best Western Premium Krakow Hotel i rozpoczynamy Geekfest :D

Będę opisywać wydarzenia chronologicznie. Będę też dość szczegółowy, ostatni wpis będzie pewnie podsumowaniem, po którym będzie jeszcze grupa wpisów z kuluarów.

Zaczęło się od Lindy Rising i jej tematu o tym jak się oszukujemy (Deception and Estimation). Miało to wprawdzie niewiele wspólnego bezpośrednio z programowaniem, a już na pewno nic z Javą, niemniej jednak mi temat odpowiadał. Kto mnie zna lepiej, wie że lubię "miękkie" tematy. To co udało jej się jako jednej z niewielu to uaktywnienie publiczności, całej. Zaliczam jej prelekcję jako wyjątkowo udaną. Przyjemnie się również z nią rozmawiało podczas przerwy na kawę (w zasadzie to opuściłem całą przerwę, bo rozmowa była zbyt wciągająca)

Po Lindzie na scenę wszedł Matt Raible (Comparing JVM Web Frameworks). Widziałem co pokazywał na Devoxxie 2k10 (Parleys udostępnia ten speech za free) więc planowałem rozpocząć unconference. Okazało się jednak, że Matt uaktualnił slajdy więc zostałem :P. W nowej wersji Tapestry awansowało na 5te miejsce więc trochę o nim mówił (co skończyło się tym, że zabierałem czas z Q&A, jako że się musiałem wtrącać co pewien czas :P)

Matt niestety poszedł sobie tak szybko jak tylko mógł, a po nim przyszedł Nathaniel Schutta (Hacking Your Brain for Fun and Profit). Jego wykładu mi jakoś nie podszedł, poszedłem więc do pustego pokoju konferencyjnego i rozpocząłem unconference. Wprawdzie wpierw byłem sam, ale na szczęście to się dość szybko zmieniło i miałem pierwszy ciekawy problem projektowy do dyskutowania. Tematem była kiełbasa i lockowanie jej na czas trwania sesji wielu klientów. Sesja przeciągnęła się na lunch, gdzie 400 geeków poruszało typowy dla nas problem: rozmawialiśmy o dupach (Moja karta graficzna jest do dupy ;)), no i trochę o pracy.

Nie podejrzewacie nawet ilu rzeczy można dowiedzieć się o wątkach, jbossie i javie wcinając zraza z ziemniakami.

Po obiedzie były WDW (wykłady do wyboru). Interesował mnie z tej sesji jedynie Hamlet D'Arcy i jego temat o statycznej analizie kodu w Intelliju (Get 'em before they get you). Prezentację i slajdy widziałem wcześniej na jego stronie/twitterze, więc w sumie to wynudziłem się trochę podczas samych slajdów. Na jego szczęście (bo będę pozytywnie go recenzować na mym ultra ważnym i wpływowym blogu :E), był bardzo otwarty na pytania, dzięki czemu udało mi się poznać moje narzędzie lepiej (w pracy żyję na co dzień z Ideą) oraz poznałem rozwiązanie kilku zagadek/problemów z nim związanych.

Teraz miały nastąpić workshopy. Wszystkie zapowiadały się ciekawie i na korytarzu wrzała dyskusja gdzie iść. BTW +1 dla  Hotelu i Grzegorza za przekąski i nieograniczoną ilość soków/wody/kawy/herbaty w przerwach. Wpierw miałem iść na GITa, ale jako że WiFi szwankowało (czyt. nie działało), to średnio bym miał okazję z tego coś wynieść. Ten sam problem miała sesja androida więc -1 za słabe przygotowanie się pod te zajęcia. Z rozkładu wychodziło mi, że albo Neal Ford i jego produktywny programista albo Linda z retrospekcją. Wiedząc, że to klawa laska jest, poszedłem do Lindy :)

Sesja traktowała o retrospekcji: czym jest i jak przeprowadzić (The Power of Retrospection). Przydatne zajęcia, poprowadzone z dużą dozą humoru i dające kilka ciekawych pomysłów do zaimplementowania  w pracy. Jeśli się nie mylę to kilka pomysłów Linda chciała zaszczepić Grzegorzowi by zaaplikował na przyszłym 33degree, za rok zobaczymy co z tego wyjdzie :)

Na koniec był jeszcze Jakub Nabrdalik z kilkoma pomysłami dotyczącymi poprawiania firmy (Hack your company). Sam temat ciekawy jednak nie widzę sposobu by wdrożyć te pomysły. Dla wszystkich lepiej, że nie było mnie na Web frameworks shootout gdzie pewnie bym trollował chłopakom tekstem: W Tapestry da się to zrobić lepiej! I szybciej! ;)

Na koniec jeszcze tylko kilka piw od chłopaków z JRebela, dużo pogawędek i czas do hotelu.

O czymś nie wspomniałem? Niee, poznanie męża Lindy, pokazanie mi przez Matta (podczas beer party) drogi jaką mogę podążać, poznanie JRebel teamu (świetna ekipa), przeprowadzenie kilkunastu interesujących rozmów, pogawędki z dziewczynami z Luxoft HRów i kilka innych nieistotnych wydarzeń można chyba spokojnie pominąć ;)

No i tak mi minął pierwszy nudny dzień na 33rd degree. Za rok wracam... a wait, jeszcze minimum 2 wpisy zanim to ogłoszę :P

PS zdjęć napstrykałem sporo. Problem w tym, że ze mnie kiepski fotograf a w każdym pomieszczeniu było inne oświetlenie a ja nie lubię gdy lampa błyska więc średnio wyszły. Wpierw muszę przefiltrować fotki, a później dopiero postaram się zrobić fotorelację.